Blog > Komentarze do wpisu
Styczeń 2012
Mario Puzo   Rodzina Borgiów  

Do sięgnięcia po tę książkę skłoniło mnie obejrzenie dwóch seriali poświęconych rodzinie papieża Aleksandra VI (Rodrigo Borgia), którego pontyfikat przypadł na lata 1492-1503: "Rodzina Borgiów" i "Prawdziwa historia rodu Borgiów". Odczucia po przeczytaniu mam bardzo mieszane, ale nie wstrząśnięte. Przede wszystkim zaskoczył mnie styl pisarza. Zupełnie nie  wiedziałem jakiego się spodziewać po autorze słynnego "Ojca  chrzestnego", ale na pewno nie takiego. Z tak oszczędnym chyba nie miałem jeszcze do czynienia. Autor praktycznie nie używa przymiotników - gdyby nie myśli i odczucia bohaterów styl książki byłby praktycznie jak dokumentalny. Niestety, książka przez to staje się bezpłciowa i nie budzi w czytelniku żadnych emocji. Ale przynajmniej czyta się ją stosunkowo lekko (co nie koniecznie oznacza przyjemnie).

Autor stara się stworzyć wrażenie dokumentu, ale z pewnością nie wszystko co opisuje miało miejsce w rzeczywistości. Dlatego warto wcześniej poczytać (np. w Wikipedii) o Rodrigu, Cezarze, Juanie i Lukrecji Borgia żeby wyrobić sobie odpowiednią perspektywę. A perspektywa będzie potrzebna bo autor przedstawia papieża jak głowę rodziny mafijnej, która np. korzysta z usług płatnego zabójcy aby pozbyć się przyjaciela córki, który niechcący dowiedział się za dużo itp. O synu papieża, Cezarze, już nie wspomnę - ilu wymordował rywali (w tym męża siostry), konkurentów czy wrogów, prawdziwych czy wyimaginowanych - trudno zliczyć. Autor mocno eksponuje też kazirodczy związek Cezara i jego siostry Lukrecji, zresztą rzekomo zainspirowany przez papieża (w celu zachowania czystości krwi). W rzeczywistości historycy od jakiegoś czasu rehabilitują Lukrecję. Zresztą, jej obraz przedstawiony przez Mario Puzo, gdyby wyłączyć ten mocno wątpliwy związek z bratem, byłby bardzo pozytywny.

Patrząc natomiast trochę szerzej, ciekawe że ta misternie budowana potęga rodziny Borgiów rozsypała się jak domek z kart zaraz po śmierci papieża. Inna ciekawostka to porównanie tego co można było oglądać w obu serialach z tym co podaje np. Wiki. Różnice są dosyć istotne, przykładowo weźmy postać Cezara. W jednej produkcji był rozsądnym, walecznym i uczuciowym, ale cynicznym i okrutnym młodzieńcem. Wg. drugiej był kompletnie obłąkany, przykładowo zamordował syna w imię jakiejś ofiary dla Boga.

Aha, i na koniec jeszcze jedna ciekawostka - spotkanie Cezara z Mistrzem w trakcie oblężenia jednej z fortec, zacytuję tu fragment książki:

       

"Znajomy z Mediolanu polecał mu gorąco pewnego inżyniera, wynalazcę i artystę, nazwiskiem Leonardo da Vinci, który miał opinię eksperta od nowoczesnego uzbrojenia.

-Te mury równie łatwo otrząsają się z naszego bombardowania, jak pies z wody. W jaki sposób
zrobić wyłom na tyle szeroki żeby pozwolił na atak naszej piechoty i kawalerii?

Da Vinci uśmiechnął się.

-To żadna trudność. Absolutnie  żadna...".

Co Mistrz zaproponował Cezarowi? Warto przeczytać choćby dla tej sceny.

        Ocena:    5.    Rekomendacja:    warto.        Gatunek: historyczna
         
Gina Kolata   Klon. Dolly była pierwsza   Książka napisana przez dziennikarkę. Bardziej koncentruje się na wrzawie medialnej dotyczącej klonowania oraz jego aspektom etycznym a jak już przechodzi do kwestii naukowych to przedstawia je w sposób trudno zrozumiały. 
        Ocena:    3.   Rekomendacja:    ciężka.        Gatunek: popularnonaukowa
         
Remigiusz  Grzela   Bagaże Franza K.   Sorry, panie Remigiuszu, ale ta książka nie nadaje się do czytania dla przeciętnego człowieka. Odrzuciło mnie po dosłownie dwóch stronach.
        Ocena:    .    Rekomendacja:    .        Gatunek: 
         
Asa  Larsson   Krew, którą nasiąkła  

Z tą książką miałem niezłego zgryza. Zapowiadała się świetnie: efektowna okładka:-), odpowiednio gruba, no i ta nagroda - "Najlepsza Szwedzka Powieść Kryminalna" roku 2004. Kiedy zacząłem czytać okazało się, że zasadniczo jest to kontynuacja historii, której bohaterką jest prawiczka, tfu prawnuczka, wróć - prawniczka Rebecka Martinsson, a jej ciężkie przeżycia zostały zawarte w pierwszej części pt. "Burza z krańców ziemi".

Obecnie zresztą w Cyfrze leci szwedzka ekranizacja z Izabellą Skorupco. Próbowałem szybko zdobyć tę "Burzę...", ale nie udało mi się więc kontynuowałem czytanie "Krwi...". I niestety srodze się zawiodłem. Książka okazała się tak nudna i nieciekawa, że odpadłem choć wytrwałem aż 140 stron. Dialogi ciężkie, bohaterka mdła i bezpłciowa, akcji zero, tzn. jedno morderstwo a potem nic się nie dzieje. W sumie totalne rozczarowanie. Zacząłem się zastanawiać skąd ta nagroda. Zajrzałem do Wiki i wiele się wyjaśniło. Ta konkretna nagroda jest przyznawana nie przez czytelników tylko przez Szwedzką Akademię Twórców Literatury Kryminalnej, cokolwiek by to było (czy to przypadkiem nie jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji?). Lista laureatów przedstawia się następująco:

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Najlepsza_szwedzka_powie%C5%9B%C4%87_kryminalna_%28nagroda%29
        Są na niej nielubiani przeze mnie Leif GW Persson (i to aż trzykrotnie) i Ake Edwardson dwukrotnie). A z  tych, których cenię i lubię: Henning Mankell, Hakan Nesser i Stieg Larsson (ale co ciekawe tylko za "Dziewczynę, która igrała z ogniem"). Jak widać bardziej warto przejmować się nagrodami czytelników (przykład - znakomite "Czerwone Gardło" Jo Nesbo) a nie instytucji. 
        Ocena:    .    Rekomendacja:    .        Gatunek: kryminał
         
Mankell  Henning   Powrót nauczyciela tańca   Książka wydana w roku 2000, ale dopiero teraz ukazała się w polskim przekładzie a więc później niż "Chińczyk" wydany w roku 2008 (a w Polsce w 2009). Nie bez powodu porównuję "Powrót…" do "Chińczyka". Zasadniczy koncept jest praktycznie ten sam - zemsta po latach a śledztwo popycha do przodu osoba go nie prowadząca. Główny bohater w obu książkach działa na granicy prawa (a właściwie przekracza prawo) - np. włamuje się do cudzych domów i w pewnym momencie sam znajduje się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. To co różni powieści to: skala zemsty, zakres terytorialny śledztwa i płeć głównego bohatera. Ale generalnie uznaję "Chińczyka" za powielenie konceptu "Powrotu...", który zresztą oceniam nieco wyżej. Jak na Mankella to jednak i tak trochę słabo. Warto też wspomnieć o licznych absurdach: np. zabójca z Argentyny po wykonaniu swojego zadania w Szwecji zamiast wyjechać jak wcześniej planował pozostaje aby zaspokoić ciekawość w pewnej sprawie ryzykując wpadkę; główny bohater który ma przebłyski geniuszu daje się wywieźć w pole ładnej kobiecie jak jakiś nastolatek itp. itd., ale taka to  już uroda Mankella.
        Ocena:    5.    Rekomendacja:    można.        Gatunek: kryminał
         
Rafał Kosik   Obywatel, który się zawiesił   To niestety nie powieść lecz zbiór 10 opowiadań powstałych w rożnym okresie. Przeczytałem trzy i dość.  Pierwsze, tytułowe, tj. "Obywatel…" - głupie i drażniące (czyżby autor pochwalał zabijanie?). Drugie zapowiadało się nieźle, ale szybko stało się trudno zrozumiałe. W miarę zabawne było "Czy ktoś tu widział Boga?" opowiadające o zmarłym, który trafił do Nieba i ze zdziwieniem przekonuje się, że rządzą nim biurokracja i różne przedziwne zasady. Książka niestety ma się nijak nawet do "Kameleona" czy "Verticalu" nie mówiąc już o genialnym "Marsie".
        Ocena:    4.   Rekomendacja:    można.        Gatunek: sci-fi

 

 

W  kolejce do przeczytania czekają:
Kevin  Poulsen "Haker. Prawdziwa historia szefa cybermafii"
Bogumił Hrabal "Pociągi pod specjalnym nadzorem" i "Postrzyżyny" 
Ryszard Kapuściński "Cesarz"
William  Dietrich "Klucz z Rosetty"
Umberto  Eco "Cmentarz w Pradze"
 
W  dalszej kolejności chciałbym przeczytać:
Jacek  Piekara "Sługa Boży"
coś Stephena Kinga
 
 
 
Na obrzeżach nauki

W grudniu pozwoliłem sobie na parę słów o rzekomym odkryciu tachionów a więc cząstek, które poruszają się z prędkością większą od prędkości światła. I jak  już przy prędkości światła jesteśmy to warto wspomnieć o paru kwestiach/ciekawostkach.

Przede wszystkim jest to maksymalna prędkość rozchodzenia się wszelkich oddziaływań fizycznych, sygnałów, wiadomości itp. Weźmy np. jedno z najbardziej odczuwalnych oddziaływań fizycznych - grawitację. Dawniej sądzono, że grawitacja rozchodzi się z prędkością nieskończoną a więc natychmiastowo.
Obecnie już wiemy, że grawitacja rozprzestrzenia się po prostu z prędkością światła. Przykładowo, jeżeli Słońce przestałoby istnieć w danym momencie to smycz grawitacyjna utrzymywałaby Ziemię na dotychczasowej orbicie jeszcze przez ok. 8 minut zanim informacja o "braku Słońca" dobiegłaby do Ziemi (co oczywiście skończyłoby się ucieczką Ziemi gdzieś w głębiny Kosmosu).

Przy okazji Słońca to nie mogę sobie odmówić podania jeszcze dwóch ciekawostek (za L. Kraussem "Tajemnice Kosmosu"): 1. Czas jaki potrzebuje promieniowanie powstałe we wnętrzu Słońca aby dostać się do jego powierzchni wynosi średnio aż ... 10 tys. lat (gdyż kwant promieniowania nie porusza się po linii prostej lecz niemal bezustannie zderza się z cząstkami materii Słońca. 2. Gdyby w Słońcu nagle ustały procesy fuzji jądrowej (w wyniku której powstaje promieniowanie słoneczne) to świeciłoby ono nadal jeszcze przez co najmniej ... 30 mln lat (a źródłem tego promieniowania byłby kolaps grawitacyjny).

Prędkość światła jest kluczowym czynnikiem najsłynniejszego wzoru świata. Jakiego? Oczywiście E=mc2. Ponieważ czynnik c jest już sam w sobie niemały (300 000 km/s) podniesienie go do kwadratu powoduje, że czynniki c2 jest naprawdę olbrzymi (90 000 000 000). Ze wzoru E=mc2 wynika, że nawet niewielka masa może zostać przekształcona w naprawdę ogromną ilość energii co jest podstawą działania bomb jądrowych, elektrowni atomowych czy procesów świecenia gwiazd (za które odpowiada fuzja jądrowa - jeden z najbardziej efektywnych procesów wytwarzania energii a być może najbardziej efektywny).

Kolejna ciekawostka: dlaczego czarne dziury są czarne? Bo światło nie może z nich uciec - to wie każdy. Ale właściwie dlaczego nie może. Żeby jakakolwiek materia (lub energia) mogła uciec z pętów grawitacji jakiegoś obiektu musi ona osiągnąć tzw. prędkość ucieczki. Przykładowo prędkość ucieczki z Ziemi wynosi 11,2 km/s. Jeżeli obiekt zostanie wystrzelony z prędkością mniejszą to spadnie z powrotem. Im większa grawitacja obiektu tym większa prędkość ucieczki z tego obiektu.  Otóż grawitacja czarnej dziury jest tak wielka, że prędkość ucieczki jest po prostu większa od prędkości światła i fotony "spadają z powrotem" do czarnej dziury. Bardzo dużo na ten temat w znakomitej książce Kipa Thorne'a "Czarne dziury i krzywizny czasu".

Czy prędkość światła jest nieprzekraczalna? Pomijając tachiony, istnieje zjawisko tzw. splątania kwantowego. Dwie (lub więcej) cząstki (lub układy) kwantowe mogą utworzyć układ w którym ich pewne cechy są ściśle związane. Pomiar takiej cechy na jednej cząstce powoduje, że druga cząstka natychmiast dostosowuje odpowiednio swój stan tej cechy. W pewnym sensie druga cząstka dowiaduje się natychmiast (dosłownie natychmiast) o tym, że ma się dostosować do stanu pierwszej cząstki i dzieje się tak niezależnie od tego jak daleko od siebie są cząstki - mogą np. znajdować się w innych galaktykach. Czy to narusza ogólną teorię względności? Hm, teoria ta mówi, że nie można przesłać żadnego oddziaływania ani sygnału z prędkością większą od prędkości światła. Na razie naukowcy nie potrafią wykorzystać splątania kwantowego do przesłania informacji - najpewniej nie jest to w ogóle możliwe więc teoria względności jeszcze nie jest zagrożona. Jak to się jednak dzieje, że dwie cząstki "porozumiewają się" bez względu na odległość. W którejś książce, bodajże w "Tajemnicach Kosmosu" Kraussa znalazłem wyjaśnienie, że te dwie cząstki osobnymi tworami są jedynie z naszego makroskopowego punktu widzenia, natomiast z punktu widzenia kwantowego są nadal jednym bytem.

A niezwykłe zachowanie w świecie kwantów to temat na całkiem osobną historię.


 
 



piątek, 13 stycznia 2012, posceptyk
Tagi: Borgia Mankell

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
samozdrowie24
2012/09/17 12:30:55
Więcej więcej więcej!
-
pscottie150
2012/09/18 01:03:30
kox xD